wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 58




                                       ********Perspektywa Sary********

-Albo jak uciekłyśmy na dach szkoły!- krzyknęłam i wszyscy wybuchnęliśmy ponownie śmiechem. Godzina 11.00 w nocy, a my, współlokatorzy siedzimy i gramy w butelkę. Niestety jest ona pusta. Wino się skończyło, ale mamy jeszcze dwa. Co za ulga. Ja wypiłam troszeczkę. Tylko troszeczkę. No dobra, troszeczkę więcej niż troszeczkę, ale to nie jest ważne.
-To czyja teraz kolej?- wybełkotała Aria. To  ona się nachlała w cztery dupy, nie ja!
-Sary!- krzyknął Alex i podał mi butelkę. Zakręciłam ją i wypadło na Lili.
-Pytanie czy wyzwanie?- zapytałam.
-Pytanie- odparła od razu. Blondi dobrze wiedziała, że moje wyzwania nie są normalne.
-Czy Alex wiedział, że spotykałaś się z Garrettem, kiedy byliście już razem, w waszym potajemnym związku, o którym nawet najlepsze przyjaciółki nie wiedziały?- zapytałam ponownie.
-Tak- powiedziała i zaczęła namiętnie całować swojego chłopaka, który siedział tuż obok.
-Ok, gołąbki! Idźcie do siebie- krzyknęła Aria trzymając w dłoni butelkę białego wina. Zakochana para od razu jej posłucha i, nie odrywając się od siebie, skierowali się do sypialni. Zaśmiałam się, a brunetka wywróciła oczami.
-Kogoś poznasz. Nie martw się!- krzyknęłam i poklepałam ją po ramieniu.
-Wiem, wiem. Nie szukam chłopaka. Tylko... Przeszkadza mi, jak się całują się gołąbeczki tak przy mnie. To jest denerwujące!- odparła. Aaa... To o to chodzi! Tu jest jej  punkt Achillesa.
-Pijemy?- zapytałam zmieniając temat.
-Jasne!- krzyknęła i podbiegła do wieży stereo. Po chwili usłyszałam dosyć głośną muzykę. Oby sąsiedzi nie przyszli. Ja natomiast zapaliłam kolorowe światła i powstała nasza, prywatna imprezka alkoholowa. Tańczyłyśmy i piłyśmy bez przerwy. Byłyśmy nieźle nachlane. Po dwóch godzinach wzięłam jeszcze szampana, którego wypiłyśmy w ciągu trzech kwadransów. Jedyne co pamiętałam, to fakt, iż poleciałam na kanapę. I już tam zostałam...


                                          ********Ranek********
-Śniadanie!- usłyszałam krzyk, jednak nie zamierzałam wstawać. Jęknęłam tylko.
-Nie drzyjta się tak!- krzyknęła Aria i po chwili słyszałam śmiechy Lili i Alexa. Może jednak wstanę? Nie, ja tutaj spędzę resztę dnia. Tak mi wygodnie, na tej milutkiej kanapie. O, jak miło! Ktoś mnie przykrył kocem! Wtuliłam się mocniej w  poduszkę.
-Riker dzwonił- powiedział Alex. Otworzyłam jedno oko i jego kątem zauważyłam, że chłopak siedzi na fotelu obok i je kanapki. Niczym żmija zabrałam mu jedną- Ej!
-Głodna jestem- zaśmiałam się- A co chciał Riker?
-Nie odbierałaś telefonu. Powiedziałem, że nie mogłaś, bo śpisz. Mam ci przekazać, żebyś przyszła- odpowiedział.
-Yh,...- jęknęłam. I z moich planów nici- A która jest?
-11.00- powiedziała Lili, która zjawiła się tu ni stąd, ni zowąd. Powoli wstałam i okryta kocem powędrowałam do pokoju. Tam wypiłam małą butelkę wody i przebrałam się w rurki, bluzkę na ramiączka oraz długi sweter. Dzisiaj było zimno. Na pogoda nie jest normalna. Potem zrobiłam sobie lekki makijaż. Włosy związałam w... Nie wiem co, bo koka to to nie przypominało.  Wzięłam małą torebkę i wyszłam.
-Wychodzę- odparłam i nie słuchając komentarzy opuściłam mieszkanie. Niedziela... I teraz piętnaście minut piechotką. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam losową piosenkę. Shake it off!! Po kilku minutach napiłam się jeszcze wody. Kac, daje o sobie znać. Ostatnio strasznie dużo piję. A nie powinnam. Jeszcze wyjdę na alkoholiczkę. A tego nie chcę.
Nareszcie dotarłam do domu Lynchów! Jeszcze jakby ktoś był łaskawy i otworzył mi drzwi. Moje błagania zostały spełnione, ponieważ drzwi otworzyły się i zobaczyłam Ratliffa.
-Jak zwykle. Nikt w tym domu nie otworzy drzwi. To zawsze ja muszę robić, bo któż by inny?- mruczał chłopak, a ja zaśmiałam się.
-Hej Ratliff- przywitałam się.
-Cześć- odpowiedział i poszedł na kanapę. Ja natomiast weszłam i zdjęłam buty.
-Hej Rydel- uśmiechnęłam się do niej ciepło. Dziewczyna spojrzała na mnie nienawistnym spojrzeniem.
-Znowu przyszłaś?
-Tak, Riker mnie zaprosił. Masz coś przeciwko? Wcześniej to ci nie przeszkadzało- odpowiedziałam zdziwiona.
-Mam coś przeciwko- odpowiedziała i wstała.
-Co takiego?- zapytałam zdziwiona. Na schodach pojawił się Riker, jednak stanął na środku. Najwyraźniej nie chciał nam przeszkadzać.
-To, że przez ciebie Rikera nigdy nie ma w domu.
To, że przez ciebie Riker się spóźnia.
To, że przez ciebie Riker olewa zespół.
To, że przez ciebie Riker nie spędza z tobą czasu.
To, że przez ciebie Riker nie interesuje się nami, tylko tobą.
To, że przez ciebie Riker się zmienił!- krzyknęła ze łzami w oczach, po czym pobiegła do pokoju. Stałam jak wmurowana. Nie wiedziałam co powiedzieć. W moich oczach zebrały się łzy. Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi, jednak poczułam ucisk na ręce.
-Poczekaj- powiedział Riker- Ja... Przepraszam. Nie wiem o co jej chodziło.
-Ale ja wiem- odpowiedziałam, a chłopak spojrzał na mnie zdziwiony- Jest zazdrosna. Nie spędzasz z nią czasu, nie interesujesz się nią. Tylko mną.
-Bo cię kocham- powiedział.
-Ale Delly też kochasz. Ona jest twoją siostrą. Idź do niej i porozmawiaj. A ja idę do domu- Chłopak się mnie posłuchał. A ja idę do domu. Tylko co ja będę robić? Obejrzę sobie jakąś komedię i położę się na kanapie. Kiedy znalazłam się w domu zrobiłam tak, jak wcześniej planowałam. Zrobiłam sobie pop-corn i włączyłam film pt. "Pełna chata".  Bardzo fajny i zabawny film. Dopiero po zakończeniu go, zdałam sobie sprawę, że wszystkie pokoje są puste. Wszyscy zniknęli. Trudno. Jestem tylko ciekawa, gdzie wszyscy są. Wzięłam książkę z półki w mojej sypialni oraz mój  ulubiony koc. Usiadłam na leżaku, na moim balkonie i czytałam. Czytałam, czytałam, czytałam, czytałam. Kiedy książka się skończyła, słuchałam muzyki.  Lubię takie dni. Cisza, spokój, samotność. Nie rozumiem dlaczego Rydel tak na mnie naskoczyła. Mogła mi to powiedzieć normalnie, tym bardziej, że rozmawiałyśmy w piątek jak przyjaciółki. Moim zdaniem... Coś jeszcze jest na rzeczy. Tylko... Nie mam niebieskiego pojęcia co. To, że była zła i zazdrosna i tak jej nie usptrawiedliwia. Nie powinna się tak zachowywać.  Jakby miała 5 lat, a ma ponad 20. Jest już dorosłą kobietą i takie sprawy powinno się załatwiać inaczej. Spokojnie, bez kłótni, bez świadków wszystko sobie wyjaśnić. A nie drzeć się na mnie, jakbym nie wiadomo co zrobiła. Blondynka czasem zachowuje się jak mała dziewczynka, i... To chyba nie jest całkiem normalne. Ale cóż ja mogę poradzić? Nic, to nie jestem moja sprawa i nie powinnam się wtrącać. Ale... Ja i Delly jesteśmy, byłyśmy przyjaciółkami. Yh......... Skończ już o tym myśleć! Odpręż się.. Hm... Może poszukam jeszcze jednej pracy? Będę uczyła j. hiszpańskiego? Korepetycje. W końcu nie studiowałam tego bez przyczyny.
W głębokich zamyśleniach usnęłam...



Już jutro! Nareszcie będzie 59 rozdział!! Już nie mogę się doczekać!!
~~Zmierzchu :* <5



Rozdział 57





                                             ********Perspektywa Rikera********

Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju. Leniwie otworzyłem jedno oko i rozejrzałem dookoła. No tak... Wspomnienia z wczorajszego dnia zalały całą moją głowę.  Spojrzałem na najważniejszą osobą w moim życiu. Leżała obok mnie. Podczas snu wyglądała tak niewinnie i delikatnie. Słońce delikatnie muskało jej twarz. Po chwili odwróciła się w moją stronę, a ja momentalnie wpiłem się w jej usta.
-Dzień dobry księżniczko- uśmiechnąłem się do niej. Sara otworzyła oczy i westchnęła.
-Hej- odparła- Chyba Aria robi śniadanie. Idziemy?
-Jasne. Tylko... Wydaje mi się, że musimy się ubrać- odpowiedziałem i zaśmiałem się.
-Hm...- zamyśliła się- Wydaje mi się, ale nie jestem pewna, że masz rację- dodała i wstała.Założyła moją koszulę leżącą na podłodze obok. Po chwili  zajrzała do swojej szafy i wzięła jakieś ubrania.
-Ciężko jest żyć bez garderoby? Gdybyś mieszkała ze mną, nie miałabyś takiego problemu- zaśmiałem się ponownie.
-Nie. Tak też jest dobrze- po chwili blondynka wzięła jakiś wieszak i zniknęła za drzwiami.
-Pora znaleźć spodnie- mruknąłem do siebie i wstałem. Chwilę potem znalazłem potrzebny przedmiot. W tym samym momencie Sara wyszła z łazienki, całkowicie ubrana. Nie powiem, troszkę się zawiodłem.
-Twoja koszula- powiedziała dziewczyna.
-Dzięki. Jesteś gotowa?
-Oczywiście, że nie! Jeszcze makijaż- odparła, a ja jęknąłem. Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem telefon. 4 nieodebrane połączenia. Rocky, Ross, Ross, Rocky. Bez większego namysłu wybrałem numer do pierwszego.
-Siema stary. Dzwoniłeś- po 3 sygnałach chłopak odebrał.
-Siema- jęknął. Obstawiam, że spał- Co chcesz?
-Dzwoniłeś- przypomniałem mu, a on ponownie jęknął.
-Ale to było przed północą! A jest... 9.00!- krzyknął.
-Byłem... zajęty- odpowiedziałem.
-Zajęty? A czym?- zapytał Ross. Ross? Świetnie!
-Ym...- zamyśliłem się- Bardzo ważną czynnością.
-A czy przy tej czynności potrzebne jest łóżko?- zapytał blondyn, a ja mimowolnie przewróciłem oczami.
-Niekoniecznie- odpowiedziałem.
-A czy przy tej czynności krzyczy się i jęczy?- tym razem Rocky.
-Tak- odparłem ponownie.
-Aaaaaa... To rozumiemy- powiedzieli zgodnie.
-To co chcieliście?- zapytałem, gdyż zauważyłem, że Sara już skończyła. Jak chce, to potrafi szybko to zrobić. Usiadła na łóżku.
-Aaaaaa... To już nie jest ważne- odpowiedzieli zgonie. Znowu. Ok... Uznam, że to normalne.
-Dobra, chłopaki. Ja już kończę. Nie będzie mnie dzisiaj w domu.
-Musisz być! We wtorek jest koncert, a dzisiaj jest próba o 6.00. Rydel powiedziała, że jeżeli cię nie będzie, to nie występujesz. Była bardzo zła, wściekła nawet.
-Ok... Na pewno będę. A teraz kończę. Do szóstej- odpowiedziałem i rozłączyłem się.
-Idziemy?- zapytałem.
-Jasne. Z kim rozmawiałeś?- zapytała zaciekawiona.
- Z Rockym. I Rossem- powiedziałem- A o szóstej muszę być na próbie- dodałem.
-Ok. Chodźmy w takim razie- powiedziała i wstaliśmy. Kiedy wychodziliśmy usłyszeliśmy śmiechy dochodzące bodajże z kuchni.
-Hej- przywitała się Sara.
-Hej- odpowiedzieli zgodnie.
-Co na śniadanie?- krzyknął Alex idąc po korytarzu.
-Riker?! Siema stary!- dodał, kiedy się tu zjawił i przywitaliśmy się.
-Na śniadanie zrobiłam gofry. Specjalnie dla gołąbeczków- odparła Aria przewracając oczami.
-Nie martw się. Ty też kogoś znajdziesz- odpowiedziała Sara.
-Właśnie. Co z tym przystojnym recepcjonistą z hotelu?- zapytała Lili jedząc posiłek.
-Co dzisiaj robimy?- zapytał chłopak zmieniając temat. Aria posłała mu wdzięczne spojrzenie. Nagle rozdzwonił się telefon mojej dziewczyny.
-Halo?- zapytała.
-..........................
-Tak.
-...........................
-Tak, oczywiście. Zero problemu.
-.........................
-Dobrze. To proszę zadzwonić, kiedy będzie miała pani czas.
-.......................
-Dobrze. W takim razie proszę wracać do zdrowia.
-......................
-Do widzenia.
Blondynka westchnęła i odłożyła telefon na stół.
-Co jest?- zapytałem zatroskany.
-Moja pierwsza klientka nie może się ze mną dzisiaj spotkać, ponieważ jest w szpitalu. Na szczęście to nic poważnego- odpowiedziała- A wy co dzisiaj robicie?
-Ja zaczynam pracę w auto-komisie w poniedziałek, więc jestem wolny- powiedział Alex.
-Ja też nic dzisiaj nie robię- dodała Liliana.
-I ja też-  dodała brunetka.
-To...- zacząłem- Skoro jest taka piękna pogoda, chodźmy na plażę- zaproponowałem, a wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
-Świetnie- krzyknęła Lili- W takim razie za pół godziny w salonie. Wszyscy wstali i skierowali się do swoich pokoi.
-Idę do domu. Do zobaczenia za 30 minut- szepnąłem Sarze na ucho.
-Już tęsknię- odpowiedziała. Wyszedłem i skierowałem się do samochodu. Po kilku minutach już wchodziłem do domu.
-Siema Riker!- krzyknęli zgodnie Ross i Rocky. Nie, to już nie jest normalne. Na dodatek mieli dziwne uśmieszki na twarzach. Spojrzałem na nich jak na wariatów i skierowałem się do schodów.
-Jak było w nocy? Przecież byłeś bardzo zajęty- zapytał Rocky, a ja mu posłałam wrogie spojrzenie.
-Odwalcie się- powiedziałem i ignorując ich komentarze poszedłem do pokoju. Przebrałam się i szybko wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy. Jeszcze tylko moje okulary przeciwsłoneczne. Gdzie one mogą być? Ryland. Znowu je wziął. Kupię mu nowe na święta. Jak na grudzień jest strasznie gorąco. Aż 20 stopni. Zazwyczaj jest 15 bądź 10. Bez pukania skierowałem się do jego pokoju. Kiedy otworzyłem drzwi stanąłem. Mój młodszy braciszek leżał bez koszuli na jakiejś brunetce bez stanika.
-Cześć Ryland!- krzyknąłem głośno, bo chłopak chyba nie usłyszał otwierania drzwi.
-Riker!- momentalnie przerwał całować dziewczynę- Wiesz, że się puka?
-To zrobiłem, jednak mój młodszy braciszek nie był tak łaskawy, żeby mi otworzyć- odparłem, a tamta dziewczyna okryła się kocem. Nie zwracałem na nią zbytnio uwagi.
-Więc... Co chcesz?- zapytał RyRy.
-Moje okulary przeciwsłoneczne- powiedziałem zniecierpliwiony.
-A tak!- powiedział po chwili- Są na biurku. Dzięki, że mi je pożyczyłem- poszedłem w wskazane przez niego miejsce i znalazłem potrzebną mi do szczęścia rzecz.
-Nie pożyczyłem. Zabrałeś mi je- odparłem.
-Dobra, dobra. Możesz już iść? Jestem zajęty- powiedział, a ja parsknąłem śmiechem.
-Jasne- mruknąłem i zszedłem na dół.
-Jest Riker!- krzyknął Ross.
-Może teraz opowiesz co robiłeś, że byłe taki zajęty?- zapytał Rocky, który ciągle leżał na kanapie i żarł chipsy. Wziąłem sobie kilka.
-Jakbyście nie wiedzieli, to wasz młodszy braciszek, Ryland, też jest bardzo zajęty. Teraz. W pokoju- odpowiedziałem, a oni spojrzeli na siebie z uśmiechem. Ok, zaczynam się ich bać. Po chwili pobiegli na górę, a ja wyszedłem. Niedługo potem spotkałem Sarę i jej przyjaciół na schodach.
-O! Jesteś- krzyknęła i pocałowała mnie w policzek.
-Jedziemy moim wozem?- zapytałem patrząc na resztę.
-Jasne- odpowiedzieli zgodnie. Po kwadransie siedzieliśmy na kocu, na plaży. Oprócz nas, nie było tam żywej duszy. Aż dziwne.



                                      ********Kilka godzin później********

Właśnie byłem w drodze do domu. Była 6.30. Jestem troszeczkę spóźniony, ale ten czas tak szybko minął na plaży. Gadaliśmy, graliśmy w butelkę, pływaliśmy. Po prostu wszystko co możliwe. Dowiedziałem się, że przyjaciółki Sary są naprawdę fajne. I miłe. I wcale nie zachowują się jak jakieś plastiki, ponieważ inaczej to sobie wyobrażałem.  Zaparkowałem w przestronnym garażu i po chwili byłem w naszej, domowej sali prób.
-Co tak późno?!- zapytała zniecierpliwiona blondynka.
-Korki były- odparłem i wziąłem gitarę.
-Pamiętaj, że zespół jest ważniejszy do twojej dziewczyny!- krzyknęła. Co ją dzisiaj napadło? Okres ma, czy co?
-Pamiętaj, że ty też się spóźniałaś tyle razy i nikt nie robił ci żadnych wyrzutów- powiedziałem spokojnie.
-Przejdźmy do próby- wtrącił Ratliff, a my się jego posłuchaliśmy.
-Przez następne dwie godziny ćwiczyliśmy piosenki, jednak w powietrzu każdy czuł napięcie...


Hej! Dzięki waszym komentarzom czuję się lepiej :) A dzisiejszy rozdział dedykuję T.D. czyli Tajemniczej Dziewczynie. Twój komentarz bardzo mnie zmotywował. Małymi kroczkami zbliżamy się do 60 rozdziału! Już nie mogę się doczekać!!! :D Długi rozdział, nie?
~~Zmierzchu :* <5



poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 56




KONIECZNIE PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM -------->


                               ********Perspektywa Sary********

Riker...Mój Riker... Wrócił do mnie...
-Kocham Cię- chłopak przerwał pocałunek.
-Ja też Cię kocham- odparłam i musnęłam jego usta swoimi.
-Skończyłaś pracę?- spytał.
-Prawie - odpowiedziałam i zadzwoniłam z telefonu biurowego do Arii.
-Hej. Co tam?- zapytała.
-Pilnie potrzebuję wazonu na kwiaty z wodą oczywiście. Tylko szybko- uśmiechnęłam się do blondyna, a on odwzajemnił gest. Wstałam z biurka i posprzątałam resztę papierów.  Riker usiadł na fotelu i rozsiadł się wygodnie, a po chwili zjawiła się Aria.
-Dzisiaj jesteś sama w domu. Lili, Alex i ja wychodzimy na maraton filmowy. Nie zmarnuj tego- szepnęła mi na ucho rozbawiona, a ja uderzyłam ją lekko w ramię
-Idź już!- odparłam.
-To była tylko rada!- odpowiedziała śmiejąc się i po chwili zniknęła za drzwiami.
-Chodźmy do mnie- powiedział chłopak.
-Dobrze, ale wieczorem idziemy do mnie- powiedziałam uśmiechając się.
-Jestem za- niespodziewanie Riker zjawił się obok mnie i pocałował w czoło. Wziął mnie za rękę i razem wyszliśmy z budynku. Blondyn, jak przystało na prawdziwego dżentelmena, otworzył mi drzwi w samochodzie i po chwili odpalił silnik. Podczas drogi blondyn złapał mnie za rękę.
-Tęskniłem za tobą- powiedział cicho.
-Ja za tobą też. I... Przepraszam, że ci nie uwierzyłam. Powinnam ci ufać- odpowiedziałam.
-Masz do tego pełne prawo. Ona omotała wszystkich. Przez tydzień nikt, oprócz Alexa, nie chciał ze mną rozmawiać. Zostałem sam- westchnął, a ja momentalnie pogłaskałam jego policzek.
-Nie wiedziałam. Ale teraz wszystko się wyjaśni. I wszystko będzie tak jak dawniej- dodałam, a on pocałował mnie w policzek. Po chwili chłopak zaparkował samochód w garażu i, trzymając się za ręce, weszliśmy do domu.
-Denerwujesz się?- szepnął mi na ucho.
-Trochę- odparłam tym samym tonem. Jak gdyby nigdy nic weszliśmy do salonu i skierowaliśmy się do pokoju Rikera.
-Hej- przywitałam się z chłopakami siedzącymi w salonie, którzy oglądali jakiś mecz.
-No siema- mruknęli chórkiem, co wywołało mój chichot.
-Jestem ciekaw, kiedy się zorientują- powiedział rozbawiony chłopak, gdy wchodziliśmy do jego pokoju. Nic się nie zmieniło.  Co prawda zniknęło kilka rzeczy, ale wszystko wyglądało znajomo.
-Sara?!!- usłyszeliśmy krzyk i po chwili stukanie do drzwi. Na szczęście chłopak zamknął je na klucz. Usiedliśmy na łóżku i zatopiliśmy się w czułym pocałunku. Pukanie do drzwi nie ustępowało.
-Riker! Każę ci otworzyć drzwi! Kiedy nie ma rodziców, ja tutaj rządzę!- krzyknęła Rydel, a my zaśmialiśmy się, jednak nie zwracaliśmy na nią uwagi.
Po kilkunastu minutach pukanie, stukanie i wszelkie inne odgłosy zza ścian ustały. Nareszcie.
-Przeprowadź się do mnie- szepnął Riker odrywając się ode mnie i spoglądając w moje oczy. Postąpiłam podobnie.
-Ni- odparłam, a on zaśmiał się.
-Przeprowadź się do mnie- powtórzył głośniej.
-Riker. Ja... Nie mogę. Mam nowe mieszkanie z dziewczynami. Nie mogę z tobą mieszkać, a ich nie mogę opuścić. Taka jest kolej rzeczy. Kiedy mieszkaliśmy razem było cudownie, ale tak jest lepiej. Wprowadzę się do ciebie...Po ślubie- powiedziałam to szybciej, niż przemyślałam i od razu ugryzłam się w język. Żeby o tym zapomnieć szybko go pocałowałam. Cholera... Jeszcze mi się oświadczy. A tego nie chcę. Jest za wcześnie. Nie przyjęłabym zaręczyn. Nie jestem na to jeszcze gotowa. Ok, dość myśli o tym. Po chwili położyliśmy się na łóżku i okręciliśmy się tak, że Riker leżał na mnie.
-Riker...- szepnęłam przerywając pocałunek. Poprawiłam jego blond grzywkę i wstałam. Chłopak był wyraźnie zdezorientowany.
-Chodźmy do mnie- powiedziałam stojąc przy drzwiach, a blondyn zaśmiał się.
-Masz rację- odparł i pocałował mnie w policzek. Trzymając się za ręce po cichu zeszliśmy po schodach. Kiedy byliśmy przy schodach usłyszeliśmy głos:
-Myśleliście, że tak po prostu uciekniecie?- Rydel stała przy drzwiach z kijem baseballowym, który odbijała w  rękach. Przerażona, a zarazem zdziwiona spojrzałam na chłopaka, on jednak miał taki sam wyraz twarzy.
-No, a teraz moja droga... Idziemy!- krzyknęła, pociągnęła mnie za rękę i skierowała się do jej pokoju. Rzuciłam spojrzenie Rikerowi, ale on nic nie zrobił. Prychnęłam zła. Foch. Forever. Gdy dziewczyna zamknęła drzwi, pokazała mi (kijem baseballowym) miejsce na łóżku, tuż obok niej i niebezpiecznego narzędzia. Ja jednak postanowiłam usiąść na małej sofie. Zanurzyłam się w puszystych poduszkach.
-Opowiadaj!- krzyknęła.
-Co?- zapytałam zdziwiona.
-Jak to co?! Co się działo przez ostatni tydzień?!- krzyknęła i rzuciła we mnie poduszką.
-Ała!- krzyknęłam i odrzuciłam poduszkę. Westchnęłam- No bo to było tak...- w dużym skrócie opowiedziałam co się działo, a dziewczyna słuchała jak zaklęta.
-To teraz ja ci muszę coś powiedzieć- rozpoczęła.
-Co takiego?- zadałam kolejne pytanie.
-Może mi nie przerywać?
-Ok, ok. Ale pamiętaj. To ja jestem starsza- przypomniałam jej grożąc palcem, a po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dobra, już ci mówię. Ja i Ratliff... Zrobiliśmy to!- powiedziała podekscytowana.
-Co?! O ja cię... - skomentowałam- I jak?
-Pozwolisz, że zostawię to sobie- oparła z uśmiechem, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
-Ok, ja już idę do Rikera. Zabrałaś mi półtorej godziny.- powiedziałam poważnie- Kiedyś mi je oddasz- po chwili znowu wybuchnęłyśmy śmiechem. W szampańskim nastroju opuściłam pokój.
-Już jesteś. Tęskniłem- nagle poczułam pocałunki na mojej szyi- Możemy już iść?
-Jasne. Twoja siostra mnie długo przetrzymała- odparłam i skierowaliśmy się do mojego mieszkania. W sumie nie tylko mojego. Dobrze, że dzisiaj nie ma moich współlokatorów. Chociaż... Jestem pewna, że dziewczyny to zaplanowały. Te podstępne...intrygantki. Ale jestem im wdzięczna. Wolę robić niektóre czynności w moim mieszkaniu, gdzie są osoby, które się zbytnio nie wtrącają, niż w domu, gdzie w każdej chwili ktoś może wejść, a potem naśmiewać się. Rocky. Ratliff. A nawet Ross czy Ryland. Nim się obejrzałam, otwierałam drzwi od mieszkania. Od razu skierowałam się do kuchni, gdzie znalazłam krótki liścik.

Bawcie się dobrze ;) I pamiętaj: my nie chcemy być ciociami!! Na to jeszcze za wcześnie! A w lodówce jest szampan. Nie oszczędzaj sobie. Pora na wielki powrót!
Besos :**
Aria&Lili <3
Zgniotłam kartkę papieru i szybko wyrzuciłam ją do kosza. Nie chcą być ciociami! Pff... To nie zależy od nich, tylko ode mnie! I Rikera. Zajrzałam do lodówki i znalazłam butelkę mojego ulubionego alkoholu. Wyjęłam jeszcze dwa kieliszki i skierowałam się do salonu. Ku mojemu zaskoczeniu chłopaka tam nie było. Po chwili zauważyłam otwarte drzwi od mojej sypialni. I wszystko jasne. Po chwili tam byłam. Riker od razu ściągnął ze mnie bluzkę, jednak ja nie pozostałam mu dłużna. Nasze dzisiejsze zbliżenie różniło się od wcześniejszych. Było takie... Spragnione, niezwykłe i dojrzalsze. To dziwne, że tyle się zmieniło. Nie mieliśmy czego się krepować. Czułam, że nasze życie w końcu weszło na właściwy tor. Skoro przetrwaliśmy tyle, to resztę też przetrwamy...

Heej!!! Bardzo mnie zasmuciliście. Serio?! Nie mogę odpocząć na wakacjach?! Bo inne autorki piszą, a ja nie! Ale ja nie jestem jak inne autorki, jestem całkiem inna. Jestem sobą i mam dużo problemów. Na przykład fakt, że doprowadziłam brata mojej najlepszej przyjaciółki, przez co ich rodzina mnie nienawidzi. A jeżeli moi rodzice się o tym dowiedzą, to będę miała szlaban. Poza tym moja siostra wychodzi za mąż za dwa tygodnie i muszę trochę pomagać. I... Jestem zmęczona. Chcę się odprężyć. I... Zraniliście mnie. Nie powinnam dawać tego rozdziału, bo mnie naprawdę raniliście. I mam zamiar dojść do 60 rozdziału. A potem... Wydarzy się coś...
~~Zmierzchu :* <5 








środa, 8 lipca 2015

Rozdział 55


Nareszcie jestem!! XD :D


                                         ********Perspektywa Sary********

Obudziłam się sama. O dziwo. Spojrzałam na zegarek stojący na małej półce nocnej. 7.54. Za 6 minut powinnam wstać. Położyć się czy nie? Oto jest pytanie. Hm... No dobra. Wstanę. Nareszcie mogę to zrobić! Jest piątek, a ja już czuję się dobrze. To znaczy... Mam jeszcze kaszel oraz kicham co jakieś pół godziny, ale jestem zdolna do pracy. Poza tym dzisiaj mam spotkanie. Przez tyle dni leżałam w łóżku i codziennie przychodził do mnie Alex. W ten weekend wprowadza się do nas, to znaczy do Lili. Ale będzie mieszkał z nami. Wesołym krokiem weszłam do łazienki i zmyłam stary makijaż. Wskoczyłam pod prysznic i po chwili poczułam kawowy żel pod prysznic. Potem weszłam do garderoby i założyłam białą sukienkę przed kolano z fioletową wstążką w pasie. Założyłam jeszcze fioletową marynarkę oraz czarne baleriny. Zrobiłam nowy, lekki makijaż, a blond włosy spięłam w wysokiego kucyka. Po 40 minutach byłam gotowa, więc zeszłam na dół.
-Hej- przywitałam się. Przy stoliku siedzieli wszyscy domownicy i Alex. Przyszły domownik.
-Cześć- odpowiedzieli markotnie.
-Co jest?- zapytałam i usiadłam na krześle barowym.
-Jest problem- zaczęła Aria.
-Brakuje nam pieniędzy na czynsz- dokończyła Lili. Dopiero teraz zauważyłam zielone banknoty leżące na stole.
-A ile potrzebujemy?- zapytałam ponownie.
-Czynsz wynosi 1000 dolarów. My mamy tylko 630- powiedział Alex.
-Poczekajcie odparłam i pobiegłam na górę. Wzięłam portfel i moją świnkę skarbonkę, którą dostałam na osiemnaste urodziny od Lili. Kiedy wróciłam otworzyłam portfel, znalazłam jednak tylko 200 dolarów. Położyłam je na stół. Wszyscy, łącznie ze mną westchnęli.
-Ale... Mam dzisiaj spotkanie. Tamta para da mi 500 dolarów na początek- dodałam- Do kiedy musimy zapłacić?
-Do jutra- odpowiedziała brunetka.
-Damy radę. Niedługo wszyscy zaczniemy zarabiać i się uda nam zapłacić też na kolejny- pocieszyłam ich skutecznie.
-A teraz....- Alex spojrzał na zegarek-  Muszę lecieć. Mam rozmowę o pracę.
-Jaką?- zaciekawiła się blondynka.
-Dowiesz się potem- uśmiechnął się brunet i pocałował ją czule. - Pa!- krzyknął i wyszedł.
-No dobra. Ja też lecę. Muszę iść do sklepu. Pa!- krzyknęła Lili i już jej nie było.  Wstałam i nalałam sobie kawy do niedużej filiżanki.
-Co robisz?- zadałam pytanie.
-Szukam jakiejś dorywkowej pracy- odpowiedziała zamyślona Aria. W rękach trzymała kubek z gorącą cieczą.
-A jak idzie twoje zlecenie?
-Całkiem nieźle. Ale jest też dużo wydatków. Trzeba ciągle chodzić do wszystkich po kolei sklepów. Już mnie głowa od tego boli. A jeszcze trafiła mi się typowa lalka barbie i mąż- prawnik, który ją zdradza. Mają piecioletnią  córkę, która zachowuje się dokładnie jak matka. Co chwila zmienia zdanie...- marudziła brunetka, a ja wybuchnęłam śmiechem- A jak jest u ciebie?
-Hm... Ja dopiero dzisiaj mam pierwsze spotkanie. Ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle.- odparłam.
-Powodzenia- odpowiedziała dziewczyna i wyszła.
-Nie dziękuję- odpowiedziałam sama do siebie. Wróciłam do pokoju i do małej, podręcznej torebki na ramię spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Przejechałam jeszcze czerwoną szminką po ustach i wyszłam zamykając drzwi na klucz. Wiatr dmuchnął w moją twarz. Nareszcie! Wolność! To ciągłe siedzenie w domu, w łóżku było bardzo nudne. I byłam pilnowana przez kogoś na okrągło. Mogłam chodzić tylko do łazienki.  Przejechałam dwa przystanki tramwajem i już po piętnastu minutach znalazłam się przed budynkiem, w którym pracowałam. Skierowałam się do mojego gabinetu i wyjęłam pliki kartek. Między innymi umowy.Na biurku położyłam zdjęcie moje i moich przyjaciółek, a na ścianie duży obraz przedstawiający Los Angeles o zachodzie słońca. Nim się obejrzałam, usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko i po cichu usiadłam na fotelu i odpowiedziałam:
-Proszę- drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich niską, drobną, ciężarną brunetkę oraz ciemnego blondyna.
-Dzień dobry- powiedziała kobieta uśmiechając się.
-Dzień dobry- odpowiedziałam i podałam jej rękę. Mężczyźnie również. Wyglądali na około 25 lat.
Gestem dłoni wskazałam miejsca siedzące i wszyscy usiedliśmy.
-Jestem Alice Cullen, a to mój chłopak Jasper Hale.
-Sara Larence. A więc... Co państwa interesuje?- zapytałam przechodząc do tematu.
-Mamy małe mieszkanie, które kupiliśmy tydzień temu. Chcemy, żeby Pani zaprojektowała nam całe mieszkanko- odpowiedziała kobieta.
-Dobrze. I proszę nie "Pani", bo to mnie bardzo postarza. Sara- uśmiechnęłam się i zapisałam początkowe informacje na kartce- Ile pomieszczeń ma mieszkanie?
-Jest kuchnia- zaczął Jasper- Łazienka, nasza sypialnia, pokój dla dziecka, salon i mały pokoik. Jeszcze nie wiemy do czego będzie służył.
-Ok... Teraz takie pytanie troszkę osobiste: Jak Państwo stoją z funduszami?- zapytałam ponownie odrywając głowę od papierów.
-Nie najlepiej. Zamierzamy pobrać się w styczniu i jest mnóstwo wydatków- odpowiedziała Alice.
-Więc... Nie chcą Państwa mieszkania wyposażonego w różne drogie przedmioty?
-Nie- odparł od razu mężczyzna.
-Chcemy, żeby było tak miło i przytulnie, ale była również przestrzeń. Mamy psa- przytaknęła brunetka.
-Dobrze... Na chwilę obecną te informacje mi wystarczą- powiedziałam zapisując kolejne informacje- Tutaj jest umowa. Pierwsza zaliczka do 250 dolarów. Druga część jest po wykończeniu wnętrza- podałam im kartki oraz długopis, a para podpisała w konkretnych miejscach- Świetnie- dodałam i schowałam umowę do biurka, wcześniej wkładając ją w folię ochronną- Zostało mi tylko jedno pytanie. Kiedy możemy się spotkać? Muszę obejrzeć mieszkanie, wtedy będę mogła działać. Najlepiej by było, gdybym obejrzała je jak najszybciej.
-Hmm...- zamyśliła się kobieta- Jutro. Ja będę w mieszkaniu i spróbuję ogarnąć ogromny ogród.
-W takim razie mogę prosić adres?- zadałam kolejne z rzędu pytanie, a Cullen zapisała na kartce adres, o który prosiłam- Dziękuję- uśmiechnęłam się - To wszystko na dzisiaj.
-No to teraz pora na spotkanie z teściową- westchnął Jasper wstając, a ja parsknęłam śmiechem. Jego narzeczona natomiast uderzyła go lekko w ramię.
-Chyba nie może być tak źle- powiedziałam.
-Uwierz mi, może- odparł, a ja odprowadziłam ich do drzwi.
-W takim razie do jutra- pożegnałam się i zasiadłam za biurkiem. Po chwili drzwi otworzyły się z impetem.
- I jak?!- zapytały dziewczyny z chórkiem.
-Kto jest na recepcji?- zapytałam podnosząc głowę znad papierków.
-Nieważne! Jak było?!- zapytała ponownie podekscytowana Lili.
-Świetnie! Bardzo miłe narzeczeństwo. - odparłam- 200 dolarów daję na czynsz. Ale...
-Jakie ale?- zadała pytanie Aria.
-Na następny czynsz płacę tylko 250 dolarów, jak reszta. Bo wyszło, że zapłaciłam 400!
-Ok, ok- zaśmiały się dziewczyny.
-Dobra, chickas, teraz zmykać, bo jestem strasznie zajęta- powiedziałam i dosłownie wyprowadziłam je za drzwi. Zajęłam się papierkową robotą, która nagła przybyła. Kątem oka zerknęłam na zegarek. 11.30, a ja jestem już wolna. Myślałam, że zajmie mi to dłużej. No, ale jeszcze papierki. Umowę włożyłam do małego sejfu, a z półki stojącej w rogu pomieszczenia wyjęłam foldery kolorów, materiałów, wzorów podłóg oraz ścian. Po zrobieniu tego wzięłam się za robotę, której mi już mało zostało. Siedząc za biurkiem usłyszałam pukanie.
-Proszę- krzyknęłam. Co one znowu chcą? Mówiłam im, że jestem zajęta.
-Cześć- usłyszałam głos, który był mi tak dobrze znany. Jego głos. Momentalnie znieruchomiałam i powoli spojrzałam na niego. W rekach trzymał bukiet niebieskich róż, które tak uwielbiałam. Jego grzywka opadała na jego czoło, a reszta włosów była ułożona w jego stylu. Porządny bałagan, jak on to zawsze mówił. Na nogach jak zawsze gościły niebieskie trampki oraz carne, podziurawione czerwone spodnie. Jego ulubiona koszulka opinała jego ciało.
-Cześć- odpowiedziałam niepewnie i wstałam- Co cię tu sprowadza?- chłopak uklęknął na kolanie przede mną i spojrzał w moje oczy.
-Wybacz mi, proszę- powiedział, a a zaniemówiłam.
-Co z Maggie?- zapytałam. Miałam taką cholerne Ochotę pocałować go.
- Nie jestem ojce. Chciała mnie wrobić- odpowiedział- Wybaczysz mi?
-Oczywiście, że tak!- krzyknęłam, a chłopak wstał i podał mi bukiet kwiatów, które położyłam na biurku. Zatopiliśmy usta w głębokim pocałunku. Riker... Mój Riker... Wrócił do mnie...




Nareszcie daję! Przepraszam was, ale musicie to zrozumieć. Są wakacje, a ja świetnie się bawię. Nie mam czasu na pisanie rozdziałów, a dzisiaj padał deszcz, więc postanowiłam to zrobić. Nawet nie wiecie jak ciężko było.
~~Zmierzchu :* <5

sobota, 4 lipca 2015

Wakacje.....





No hej miśki! Myślałam dzisiaj nad rozdziałem, ale nie dam rady. Nie wiem kiedy będzie rozdział, mam już jakiś plan, ale nie chce mi się go pisać. Mam nadzieję, że rozumiecie.  Wakacje, 38 stopni w cieniu, spalone na raczka plecy ;). Przesiaduję cały dzień na dworze. Poza tym mogę siedzieć przed komputerem pół godziny dziennie, z czego jest to nauka hiszpańskiego <55555555. Nie mogę więcej, bo muszę poprawić wzrok. Mam 13 lat i wadę wzroku -5,5, więc.... Wiecie, to nie jest normalne. Ok, nie zanudzam już. Kończę bye :*


SZALONYCH WAKACJI!!!!



~~Zmierzchu :* <5



czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 54



Nareszcie! xD Riker <55555555

                       
                                             ********Perspektywa Rikera********

Wtorek. Popołudnie. Nudzę się. Czekam na Alexa, który obiecał się zjawić 15 minut temu. Jak zawsze się spóźnia. Gdzie on do cholery się podziewa?! Znam Alexa od... Praktycznie dzieciństwa. Poznaliśmy się jeszcze w Littleton, potem jednak chłopak się przeprowadził do Anglii. Potem do Hiszpanii. Potem do Francji. Brunet od zawsze przeprowadzał się do różnych państw. Uwielbia to, ponieważ może poznać wiele fajnych dziewczyn. Ostatnio, na mojej imprezie poznał Sarę. Nie podobało mi się to. Miałem jednak nadzieję, że chłopak się opamięta. Przecież Sara jest moja! Moja i tylko moja! Więzi między moim rodzeństwem znacznie się pogorszyły. Nikt nie chce ze mną rozmawiać. Nawet Rydel czy Ross, a oni zawsze byli przy mnie. Gdyby nie Alex, nie miałbym nawet z kim porozmawiać. Rodzice pojechali do rodziny, nie przeszkadza mi fakt, że prawie w ogóle ich nie widuję. Zboczyłem z tematu. Odkąd bracia i Delly dowiedzieli się, że nie wiem czy spałem z Maggie, czy nie unikają mnie. Posiłki zawsze spędzając w swoich pokojach, razem. Wybierają jeden, zamykają się od środku (zapewne, żebym nie wszedł) i gadają. Ja natomiast jem sam. Chyba, że jest Alex, ale on gdzieś znika. I to potrwa do piątku. A... Jeżeli Maggie nosi moje dziecko? Musiałbym się wyprowadzić. Nie ma innej opcji. Rodzina we mnie nie wierzy, nie wspiera mnie w tak trudnym dla mnie momencie. Jedynie Alex jest ze mną. Niech te niecałe cztery dni miną jak najszybciej, bo nie wiem czy dam radę. W pokoju zrobiło się pusto. Nie ma żadnych jej zdjęć ani laptopa czy innych potrzebnych jej rzeczy, garderoba jest do połowy pusta. Na chwilę obecną jestem pesymistą. W łazience nie mam jej szlafroku ani koszulki nocnej, w której wygląda bardzo seksownie.
-Jestem!- dopiero huk zamykanych drzwi otrzeźwił mój umysł.
-Stary, gdzieś ty był tyle czasu?- zapytałem i położyłem się na łóżku. Brunet natomiast zajął fotel. Kiedyś często Sara na nim przebywała wraz z książką...
-Byłem u Sary- odparł wzruszając ramionami, jakby to była najoczywistszą rzecz na świecie.
-Co?!- krzyknęłam wściekły- Daj sobie z nią spokój! Ostrzegam cię i dobrze radzę!
-Stary, wyluzuj- zaśmiał się, jakby nic się nie wydarzyło- Sara jest fajna i bardzo ja lubię, ale moje serce należy do jej przyjaciółki.
-Przyjaciółki?- zadałem kolejne pytanie wyraźnie zdziwiony- Jakiej?
-Lili- odpowiedział.
-Hmm....- zamyśliłem się. Cała moja złość wyparowała, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki-  To... Jak się trzyma Sara? Żyje?
- Żyje, żyje. Ale z łóżka nie wychodzi- odparł.
-Jak to? Aż tak cierpi?
-Tak. Na grypę żołądkową. Musi leżeć do piątku w łóżku, ale uparta upiera się, że w piątek idzie do pracy- odpowiedział Alex
-Grypa żołądkowa? To gdzie ona teraz jest?
-Mieszka u Lili i Arii. Juliet wyjechała do Francji, dziewczyny całe dnie ciężko pracują, a Sara siedzi sama w łóżku. Więc dotrzymuję jej towarzystwa- chłopak zafascynowany wybierał gry na PlayStation. Mogę się założyć, że potem będziemy grali.
-W łóżku?
-Na łóżku- poprawił się.
-Tylko żebyś ty się nie zaraził. Śpisz ze mną w jednym pokoju- zaśmiałem się, a Alex razem ze mną.
-Spoko luzik. Alexa nigdy nic nie bierze. To Alex bierze- i jak na zawołanie chłopak kichnął.
-Właśnie widzę. To... W co gramy?- zapytałem, a chłopak wskazał mi GTA 5. On potrafi grać w to bez ani jednej przerwy. Ja nie wiem jak on to robi, ponieważ już po 8 godzinach bolą mnie oczy. A brunet siedział w jednej pozycji przez 24 godziny! Jedynie z energetykami oraz pop-cornem, a potem chipsami. Jak on to robi? Yh... Do tego trzeba mieć chyba jakiś dar, którego ja niestety nie posiadam.


                                                 ********Noc********
Godzina 11.00, a ja siedzę na Facebooku i odpisuję na wiadomości fanek. Chcę komuś sprawiać przyjemność w te okrutne dni. Moją uwagę przykuł pewien wpis:

Zapłakana rzucam list do skrzynki, 
Zaczynam nowe życie
Bez ciebie i twojej maszynki. **
Sara Larence opublikowała ten wpis o 8.58. Miałem dziwne wrażenie, że wiersz odnosi się do mnie. Dwie pierwsze linijki rozumiem, ale o co chodzi z tą maszynką do cholery? Maszynka, maszynka, maszynka?? Dziwne... Może przez tą grypę coś jej się z głową stało? Nie, nie mów tak Riker. To twoja była dziewczyna, która może wróci do ciebie. Jeżeli nie zostaniesz ojcem za 8 miesięcy to na pewno wróci...
Głęboko w myślach usnąłem, nawet nie orientując się kiedy.
**Wiersz mojej przyjaciółki ;) Pozdro Oli!!! :3

Ok, ok. Przepraszam, ale na ten rozdział nie miałam weny. Powody:
1. Chcę już następny rozdział, w którym się wszystko wyjaśni. 
2. Ten napisałam dzisiaj dla Suzi. 
3. Bateria w laptopie się rozładowuje
4. Nie mam zbytnio czasu. 
           

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 53




                                  ********Perspektywa Sary********

-Sara...Wstawaj!- krzyknął mi ktoś do ucha. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Nade mną stała Aria.
-Co?- zapytałam i ziewnęłam.
-Obiad jest. Lili zamówiła pizzę. Chodź- odpowiedziała i pociągnęła mnie za rękę.
-Muszę?- jęknęłam. Moja głowa bolała mnie jeszcze bardziej niż przed snem, a do tego brzuch też nie czuł się najlepiej.
-Tak! Niby czemu nie?- zadała pytanie brunetka i wyszłyśmy z pokoju.
-Fatalnie się czuję- odparłam i stanęłam. Zakręciło mi się w głowie.
-Rzeczywiście, nie wyglądasz najlepiej. Ale zjesz i wszystko będzie Dobrze- uśmiechnęła się i skierowałyśmy się do jednego z pomieszczeń. W kuchni, przy blatach, na stołkach barowych siedziała Lili i śmiała się razem z Alexem.
-Częstujcie się- uśmiechnęła się- Sara coś się stało?
-Źle się czuję- odparłam i ugryzłam kęs obiadu. Po chwili pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam.
-Sara?Wszystko ok?!- zapytała zdenerwowana Lili wbiegając do pokoju.
-Nie. Czuję się strasznie- odpowiedziałam ledwo, po czym znowu moja głowa spotkała się z ubikacją.
-Wyglądasz fatalnie. Już dzwonię do lekarza- blondynka wyjęła telefon komórkowy i rozmawiała z kimś. Oparłam się o kafelki i oddychałam ciężko. W tym samym momencie w framudze pojawiła się Aria i podała mi chusteczki.
-Dzięki- odpowiedziałam cicho.
-Lekarz będzie za 15 minut- oznajmiła Lili, a ja ostatkiem sił wstałam.
-Chodźmy do sypialni Sary- zaproponowała brunetka, a my przytaknęłyśmy- Dasz radę iść sama?
-Tak- kiwnęłam twierdząco głową i powoli szłam w stronę mojego pokoju. Kiedy się tam znalazłyśmy od razu położyłam się na łóżku, a blondynka mnie okryła kołdrą. Po chwili pojawił się Alex z kubkiem gorącej herbaty, którą położył na stoliczku nocnym. Chłopak powiedział coś na ucho Lili, która się uśmiechnęła i pocałował ją w policzek, po czym wyszedł.
-Zdrowiej- powiedział, nim zniknął.
-Potrzebujesz czegoś?- zapytała Aria, która usiadła w fotelu naprzeciwko łóżka.
-Trochę mi zimno- mruknęłam, a ona okryła mnie fioletowym, miękkim kocem.  Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi najmłodsza dziewczyna pobiegła otworzyć. Zza ściany słyszałam głosy dwóch osób, a po chwili w pomieszczeniu pojawiła się Lili oraz młody mężczyzna ubrany w biały kitel.
-Dzień dobry- powiedział uśmiechając się i podszedł do mnie.
-Dzień dobry- odparłam ciszej.
-Co Pani dolega?- zapytał.
-Boli mnie Głowa, brzuch i wymiotowałam dwa razy- odpowiedziałam ponownie.
-Hm... Wydaje mi się, że to grypa żołądkowa, ale nie jestem pewny. Proszę podwinąć bluzkę- powiedział lekarz, a ja wykonałam jego polecenie. Po chwili zbadał moje uszy oraz gardło.
-Tak- dodał po chwili- To grypa żołądkowa. Do piątku nie może się Pani ruszyć z łóżka, wtedy choroba powinna szybko minąć. Do tego zalecam wykupić te leki, one na pewno pomogą- podał mi dwie kartki i wyszedł. Blondynka wzięła ode mnie jedną z kartek i poszła z nim. Zapewne skoczy do najbliższej apteki.
-No to się załatwiłaś stara- skomentowała  brunetka.
-Daj spokój...- jęknęłam- Mogę mieć prośbę?
-Jasne. Mów.
-Przynieś mi tutaj telefon, słuchawki, jakąś książkę... I wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Muszę tu siedzieć do czwartku- powiedziałam.
-O ile będziesz się lepiej czuła. Nie puszczę cię w takim stanie do pracy.
-Cholera...- przeklnęłam pod nosem- Praca! W piątek mam spotkanie z tymi ludźmi. Chcą sobie urządzić dom.
-No to musisz się wykurować- zaśmiała się dziewczyna i położyła na stoliczku wszystko o co ją prosiłam. Potem poszła do swojej sypialni po jakieś książki. Świetnie! Do czwartku muszę leżeć w łóżku. Po prostu mega! Muszę szybko wyzdrowieć, żeby iść w piątek do pracy, spotkać się z tymi ludźmi, pomóc im. 3 dni spędzone w łóżku?! I co ja będę robić?!
-Jestem- nagle drzwi od pokoju otworzyły się i zobaczyłam Arię, obładowaną kilkunastoma książkami.
-Przyniosłaś całą serię?- zapytałam zdziwiona.
-Dwie. Mojej ulubionej autorki, Sary Shepard. To Pretty Little Liars oraz The Lying Game. - odpowiedziała i ułożyła książki w niewielki stosik obok łóżka- A Lili już wróciła i robi ci jakąś zdrową sałatkę i sok z pomarańczy. Podobno bardzo dobry- dodała i, jak na zawołanie, przyszła blondynka z wielką tacą.
-To dla ciebie- oznajmiła i postawiła tacę na specjalnym stoliczku. Od razu wzięłam się za zjedzenie sałatki warzywnej, a potem połknęłam trzy różnokolorowe tabletki, które popiłam pysznym sokiem  owocowym.
-Dzięki- odpowiedziałam przerywając rozmowę dziewczyn.
-Jest już 9.00, więc idź spać. My jutro musimy iść do pracy o 8.00, wcześniej przygotujemy ci śniadanie i tabletki. Może w południe przyjdzie do ciebie Alex, żebyś się nie zanudziła na śmierć- zarządziła, a ja przytaknęłam. Dziewczyny wyszły, a ja ułożyłam się wygodniej i szybko usnęłam...


                                              ********Poranek********
Obudziłam się i czułam się o wiele lepiej. Spojrzałam na zegarek. 9.00, a ktoś dobijał się do drzwi. Szybko wzięłam gumę do żucia, włosy związałam w niedbałego koka i założyłam króciutką koronkową sukienkę bez ramiączek w kolorze krwistej czerwieni. Ktoś ponownie zadzwonił do drzwi. 
-Już!- krzyknęłam bardzo głośno. Pomalowałam oczy eyelinerem, a usta krwistoczerwoną szminką. Wyglądałam sexi i o to chodzi. Muszę się zmienić, a ten styl bardzo mi się podoba. Otworzyłam drzwi,a w nich pojawił się blondyn. Riker. Spojrzał na mnie uwodzicielskim wzrokiem. 
-Nie powinieneś tu przychodzić...- powiedziałam i przygryzłam dolną wargę.
-Czemu nie?- zapytał patrząc na mój biust. 
-Po prostu nie powinieneś- mruknęłam. 
-Nawet nie wiesz jak mnie kusisz- odpowiedział i zaczął mnie namiętnie całować- Tęskniłem za tobą
-Ja za tobą też- odparłam i zaciągnęłam go do mojej sypialni. Chłopak od razu zdarł ze mnie sukienkę i zobaczył koronkową, seksowną bieliznę, co nakręciło go jeszcze bardziej...

Obudziłam się cała spocona i pobiegłam do łazienki, żeby zawitać twarzą w kibelku ponownie. Co za nienormalny sen, ja naprawdę tęsknię za Rikerem. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i przeraziłam się. Miałam podkrążone i zmęczone oczy. Moja twarz przybrała blady odcień. Umyłam zęby i szybko przebrałam się w luźną koszulkę i legginsy. Włosy spięłam w luźnego kucyka i wróciłam do łóżka. Dopiero teraz zauważyłam śniadanie i karteczkę. Zaczęłam konsumować posiłek i jednocześnie czytać list od dziewczyn. Ok, czyli... Do wieczora jestem sama, za dwie godziny przychodzi Alex i zrobi obiad, mam łykać tabletki i wypoczywać. Boże... Nie wytrzymam 3 dni takich jak ten! Znudzona wzięłam pierwszą część książki i zaczęłam ją czytać. Czułam się już lepiej, leki robią swoje.
-Hej- ni stąd, ni zowąd pojawił się Alex. Nawet nie zauważyłam, że minęły już 2 godziny.
-Hej- odparłam uśmiechając się i odłożyłam książkę. Chłopak usiadł na łóżku i westchnął.
-Jak się czujesz?- zapytał.
-Lepiej. A co tam u ciebie?
-Nie najlepiej. Nie mogę znaleźć mieszkania i nie mogę mieszkać tak długo u Lynchów- westchnął.
-No to ja nie wiem co możesz zrobić- odpowiedziałam- A jak tam sprawy między tobą a Lili?- zadałam kolejne pytanie uśmiechając się zaciekawiona.
-Tu jest lepiej- odparł, a ja zaśmiałam się- No więc...
-Opowiadaj!- krzyknęłam.
-Nie przerywaj mi!- krzyknął- No więc... Wczoraj wieczorem przyszedłem do was. Lili mnie zaprosiła. Powiedziała, że ty masz grypę i śpisz, a Aria wyszła na randkę. I ma wolną chatę. No to się zgodziłem i... Byliśmy w jej pokoju i... Zrobiliśmy to.
-Co??!!!!- krzyknęłam zszokowana.
-Tak- chłopak się speszył.
-Nie wierzę! I oficjalnie jesteście razem?
-Tak- przytaknął.
-No to...
-Co?- zapytał zaciekawiony brunet.
-Może...
-No co?- zapytał zaciekawiony.
-Nie przerywaj mi!- krzyknęłam śmiejąc się i walnęłam w niego poduszką.
-Ej!- krzyknął- Widzę, że nasz zdechlak czuję się lepiej!
-No trochę...- przyznałam mu rację- Ale wróćmy do tematu... Może Lili zgodzi się i razem zamieszkacie? Tutaj?
-To dobry pomysł!- przytaknął- Ale znamy się raptem trzy dni.
-Heloł! Po trzech dniach uprawialiście seks! To nie jest normalne!
-Ok, muszę ci coś powiedzieć- powiedział poważnie.
-Co takiego?- zapytałam zaciekawiona.
-Ja i Lili nie znamy się do trzech dni- mruknął.
-Co?!- krzyknęłam zszokowana i zakaszlałam- Jak to?!
-Poznaliśmy się we Francji sześć miesięcy temu. Wczoraj była nasza rocznica. Lili nic wam nie powiedziała, bo to był nasz sekret. Wszystko było perfekcyjnie zaplanowane- zaśmiał się.
Następna godzina minęła nam na rozmowach, a ja momentalnie zasnęłam...



Krótszy, ale muszę już kończyć!
~~Zmierzchu :* <5

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 52




                                ********Perspektywa Sary********

Que Hay Detras, 
De una lagrima, 
Que Hay Detras, 
De la fragilidad, 
Que Hay Detras, 
Del ultimo adios, 
Que Hay Detras
Cuando acaba el amor
Que Hay Detras....
Nie zdając sobie sprawy zaczęłam śpiewać tą piosenkę, która oznajmiała, że już 5.00 i trzeba wstawać.
-Wstajemy dziewczyny!- krzyknęłam, a one obudziły się.
-Po co się tak drzeć?- jęknęła Lili i wyłączyła budzik.
-Właśnie- przytaknęła Aria i usiadła.
-Nastał nowy dzień!- uśmiechnęłam się i wyjęłam czarną rozkloszowaną sukienkę z białym paskiem w pasie.
-Co ty taka szczęśliwa?- mruknęła Juliet.
-Dzisiaj jest dzień, w którym trzeba dużo zrobić, więc trzeba się na niego pozytywnie przygotować. Pomińmy fakt, że moja przyjaciółka wyjeżdża razem z moim psem- odpowiedziałam uśmiechnięta, a ona nagle wszystko zrozumiały.
-No tak... Sposób Lili. Bycie pozytywną w fatalny dzień- zacytowała Aria. Ja natomiast zniknęłam w łazience, w której zrobiłam wszystkie poranne czynności. Kiedy byłam gotowa założyłam białe koturny i usiadłam na łóżku.
-A tak w ogóle to... Będziemy musiały coś robić w tym mieszkaniu?- zapytałam Arię, która musiała malować się na łóżku, żeby zdążyć. Lili i Juliet okupowały łazienkę.
-Co masz na myśli?- zapytała i zaczęła malować się jej ulubionym eyelinerem.
-No... Malować ściany, przenosić meble, czy coś w ten teges?- zapytałam ponownie.
-Nie- zaśmiała się lekko- Wystarczy tylko się wprowadzić. Wszystko jest gotowe. Mamy nawet zajęte pokoje, to znaczy ty bierzesz pokój Juliet. To nie fair, ponieważ wybrała sobie najfajniejszy. Z ogromnym balkonem z widokiem na ogródek oraz ulicę. Ogólnie w domu każdy ma własną łazienkę. Niestety jest tylko jeden wolny pokój, taki malutki, więc z niego zrobimy wspólną garderobę. Cud, że mamy takie same rozmiary- mówiła brunetka- Jest też nieduży salon i kuchnia. Z resztą przyjedziesz to zobaczysz- uśmiechnęła się i schowała kosmetyki.
-Ok, ja już skończyłam. I tym razem nie jestem ostatnia!- nagle Lili wyszła z łazienki i pokazała nam język. Ma 20 lat, ale czasem zachowuje się jakby miała 2 razy mniej.
-Ok, pospieszmy się. Jeszcze się na samolot spóźnię- oznajmiła ruda wychodząc.
-To nie byłby taki głupi pomysł- stwierdziłam. W ciągłych rozmowach dojechałyśmy taksówką na lotnisko. My chyba zawsze gadamy i mamy tyle tematów. One nigdy się nam nie kończą!
-Przyjedź do nas na Święta- powiedziała nagle Lili, kiedy znalazłyśmy wolne miejsca i czekałyśmy na odprawę Juli.
-Nie mogę. Nie zostawię mamy. Wy przyjedźcie- odpowiedziała dziewczyna.
-My też odpadamy. Lili będzie miała chłopaka, z którym będzie chciała spędzić te święta, Sara też- powiedziała Aria- Poza tym zapewne spędzimy te święta razem, w naszym mieszkanku. Już za niecałe dwa miesiące święta!
-No to...- zamyśliłam się- Na trzy czy cztery dni przed świętami powinno być ok. A w Wigilię wszystko ogarniemy.
-Dobry pomysł!- przytaknęła blondynka, a dwie pozostałe dziewczyny zgodziły się z nią.
-Umowa?- zapytała Juliet.
-Umowa- odparłyśmy chórkiem, po czym zaśmiałyśmy się. To jest taka nasza tradycja z dzieciństwa. -Pasażerowie lotu Los Angeles- Paryż proszeni są na odprawę- w głośnikach usłyszałyśmy kobiecy głos. Nasze miny nie były już wesołe i uśmiechnięte, tylko smutne i przygnębione.
-Żegnajcie chickas- powiedziała, a w jej oczach zalśniły łzy.
-Żegnaj- odpowiedziałyśmy i przytuliłyśmy się. Mój wzrok był niewyraźny z powodu łez, Lili całkiem płakała, a po policzku Arii poleciała jedna, jedyna łza. Stałyśmy, trzymając się za ręce i odprowadzałyśmy naszą przyjaciółkę wzrokiem. Pod koniec trasy odwróciła się do nas i powiedziała nieme: "Będę tęsknić", a każda z nas odpowiedziała "My też". Kiedy dziewczyna zniknęła z naszego punktu widzenia usiadłyśmy i w oknie patrzyłyśmy jak samolot razem z nią odlatuje w stronę naszej ojczyzny.
-Wracamy do domu?- zapytałam po około 20 minutach.
-Tak, chodźmy- odparła Aria, a my wyszłyśmy w ciszy. I nagle zabrakło tematów do rozmów. Skończyły się. Wyjechały wraz z Juliet Marin. Każda z nas miała burzę w głowie. Nie rozstawałam się pierwszy raz z Juli, więc nie przeżyłam tak tego. Aria trochę bardziej, ale Lili... Ona płakała całą drogę powrotną do domu i nie chciała rozmawiać. Kiedy wróciłyśmy ja i brunetka rozmawiałyśmy, a najmłodsza zamknęła się w łazience.
-Co z nią?- zapytała Aria.
-Drugi raz rozstaje się z przyjaciółką- odpowiedziałam.
-No właśnie. Drugi, nie pierwszy. Twój wyjazd też tak przeżywała- odparła lekko zdenerwowana 22-latka.
-Aria, nie denerwuj się. To Lili. Przecież wiesz, że ona jest bardzo uczuciowa i wrażliwa- powiedziałam i położyłam rękę na ramieniu przyjaciółki.
-Masz rację- westchnęła.
-Ok, chodźmy do naszego mieszkania- nagle z łazienki wyszła blondynka, o której rozmawiałyśmy. W jej oczach nie było już łez, wzięła się w garść. Długo to nie trwało. Raptem 15 minut.
-I taką Lili lubimy- krzyknęłam i przytuliłyśmy się.
-Zostałyśmy we trójkę i razem musimy sobie radzić- dodała Aria.
-Pora podbić nasze mieszkanie!- krzyknęła blondynka.
-Nie, to nie brzmiało dobrze- odparła brunetka, po czym wybuchnęłyśmy śmiechem. Spakowałyśmy wszystkie nasze rzeczy, o których zapomniałyśmy wczoraj i wyszłyśmy. Przy recepcji stał młody chłopak.
-Ciacho- skomentowała Aria, kiedy wychodziłyśmy z windy.
-Więc... Masz kluczyk i bierz go!- powiedziałam i popchnęłam ją lekko. Dziewczyna natomiast poszła do niego ruszając seksownie swoim ciałem. Blondyn nie był w stanie oderwać od niej wzroku.
-Ta-aak?- wyjęczał- W czy-m mogę słu-użyć?
-Oddajemy kluczyk od pokoju. Nasze pomieszkiwanie tutaj musi się niestety zakończyć- odpowiedziała Aria swoim seksownym głosem.
-Poszła na całość- zaśmiałam się do Lili.
-Ta to potrafi, no!- powiedziała- Alex!- krzyknęła, a ja zdziwiona powędrowałam za jej wzrokiem. W otwartych drzwiach stał Alex.
-Ty też idź i bierz go!- powiedziałam jej a ucho, a ona poszła za moją radą. Miło patrzeć jak moje przyjaciółki podrywają fajnych chłopaków. Teraz brakuje mi tylko Rikera, który objąłby mnie, pocałował w czoło i powiedział: "Jesteś niesamowita i za to cię kocham". STOP! Nie możesz o nim myśleć!!! On jest zakazany!! Aria widząc mój smutek na twarzy szybko zapisała coś na kartce i podała chłopakowi, po czym szybko podeszła do mnie.
-Co tam? Widzę, że Lili już podrywa Alexa- powiedziała.
-Chodźmy już do domu- odpowiedziałam monotonnie. W mojej głowie ciągle krążył Riker. Ja już chcę do niego wrócić!! Tak bardzo go kocham, ale nawet nie wiem czy to możliwe. Jeżeli Riker jest ojcem... Załamię się i... Chyba wrócę do Francji. Nic tu po mnie.
-Hej Alex- przywitałam się ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Hej Sara- powiedział nie patrząc na mnie- Wyprowadzacie się?
-Tak, mamy mieszkanie- odpowiedziałam.
-Idę z wami. A co z Ri... A zresztą nieważne- powiedział, jednak zrozumiałam o co mu chodzi. Aria zatrzymała taksówkę i wsiedliśmy do niej. Rozmawialiśmy, a raczej oni rozmawiali na różne tematy. Lili bardzo się napaliła na bruneta, ale... Miłość, cóż poradzisz. Ja się zbytnio nie udzielałam. Przejeżdżaliśmy obok mojego domu. Na tarasie leżała matka. Tak dawno jej nie widziałam. Kilka minut potem zobaczyłam dom Lynchów. Momentalnie zamknęłam oczy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że kocham Rikera nad życie. Nie umiem bez niego żyć. Przetrwałam dwa dni, ale już nie mogę. Głowa mnie boli. Nie wiem od czego, ale obstawiam, że od tych myśli. Po kilkunastu minutach podjechaliśmy pod ogromny blok. Alex zapłacił, a Aria poprowadziła nas. Szłam w ciszy, ponieważ czułam się coraz fatalniej. Lili pokazała mi gdzie jest moja sypialnia, a ja po chwili się tam znalazłam. Odłożyłam walizkę oraz torbę i usiadłam na łóżku. Pokój urządzony był w stylu Juli, ale mamy takie same praktycznie. Najpierw rozpakowałam wszystko oprócz ciuchów. Zza ściany słyszałam głos dziewczyn, więc wiedziałam, że są w garderobie. Kiedy głosy ucichły weszłam tam i rozpakowałam się. Nim się obejrzałam była 3 po południu. Byłam tak zmęczona. Tak strasznie bolała mnie głowa i było mi tak zimno mimo faktu, że było 15 stopni Celsjusza. Kiedy się rozpakowałam wyszłam na balkon. Było tam pięknie. Po dwóch stronach leżaki oraz małe stoliczki. Balustrada ozdobiona była światełkami. Wzięłam koc i położyłam się na leżaku.
Nim się obejrzałam zapadłam w sen...




Hej!! Wiem, że krótki, ale cieszcie się, że jest drugi dzisiaj ;)
Ja chcę spać!!! I tęsknię za Rikerem, a wy?!
~~Zmierzchu :* <5

Rozdział 51



 
                                            ********Perspektywa Sary********

Obudziłam się. Ze wszystkich sił starałam się otworzyć oczu i w końcu się udało.  Rozejrzałam się dookoła. Leżałam na łóżku w pokoju dziewczyn. Obok leżała nieprzytomna Juliet, a na podłodze Lili. Nie widziałam jedynie Arii.  Podniosłam się i jęknęłam, po czym znowu opadłam. Moja głowa....
-Kac morderca jest bez serca, co?- zapytała uśmiechnięta Aria wchodząc do pokoju.Ach, no tak... Siedziała w łazience.
-No..- wyjęczałam i złapałam się za głowę.
-To dla ciebie- powiedziała i podała mi srebrna tackę. Oparłam się o fotel. Na tacy znajdowały się trzy kanapki, woda, sok oraz trzy tabletki. O razu wzięłam jedną i popiłam wodą. Po chwili zabrałam się za konsumowanie śniadania.
-Dzięki- odparłam- A tak w ogóle.... Która jest godzina?
-10.00. Daję ci pół godziny, żebyś się ogarnęła, bo potem budzę dziewczyny- uśmiechnęła się i zaczęła suszyć włosy. Ja natomiast dokończyłam mój posiłek i wzięłam krótkie, dżinsowe spodenki oraz T-shirt.
-Weź bikini. Później pójdziemy na plażę- oznajmiła Aria i włączyła telewizor. Zgodnie z jej radą, znalazłam w torbie neonowo-żółte bikini i poszłam do łazienki. Weszłam po prysznic i poczułam zimne kropelki wody, które działały uspokajająco na mojego kaca. Po cholerę ja wczoraj piłam?! Razem z... Alexem, tak pamiętam go. I informacje, o których się wczoraj dowiedziałam.  Po krótkim, orzeźwiającym prysznicu ubrałam się i zrobiłam wodoodporny makijaż. Kiedy wyszłam, Aria budziła Juliet, która bez większego problemu wstała.
-Sara, zajmij się Lili. Idę po piwo na kaca- powiedziała Aria i wyszła trzaskając drzwiami. Ją chyba też dopadł, ale nie tak bardzo jak w naszym przypadku.
-Pamiętasz wczorajszą noc?- zapytałam rudej, która zastanawiała się, co na siebie założyć.
-Jasne! A ty?- odpowiedziała.
-Nie- mruknęłam i potrząsnęłam Lili, która nawet nie zareagowała-Lili!- krzyknęłam, a ona jedynie coś mruknęła. Ile ona wypiła?! Potrząsnęłam nią mocniej i wtedy blondynka  otworzyła oczy.
-Moja głowa...- jęknęła.
-Wiem, wiem. Ja też nie czuję się najlepiej- odparłam.
-A ja tak!- krzyknęła Juliet śmiejąc się i weszła do łazienki.
-Co się wczoraj działo? Pamiętam jedynie alkohol i przystojnego bruneta, który przyprowadził cię nieźle nachlaną- powiedziała, a ja zaśmiałam się. W tym samym momencie do pokoju weszła Aria z czterema butelkami.
-Trzymajcie- powiedziała i podała nam napój- na kaca- wyjaśniła widząc zdziwione spojrzenie Lili. Ta od razu wypiła połowę butelki i wzięła się za przygotowane przez brunetkę śniadanie. Ja spakowałam do mojej ulubionej torebki najpotrzebniejsze rzeczy, np. krem, ręczniki, piłka i tak dalej.
-Co ty robisz?- zapytała Lili, która poczuła się o wiele lepiej. Tak jak ja z resztą.
-Idziemy na plażę, kiedy się ogarniecie, więc szybko, szybko!- odpowiedziałam, a blondynka ożywiła się jeszcze bardziej. Szybko znalazła swoje bikini i po chwili dobijała się do drzwi łazienki, gdzie znajdowała się Juliet.
-Ruda! Pospiesz się! Ja chcę iść na plażę!- krzyknęła, a po chwili drzwi otworzyły się.
-Mała uspokój się. Zaraz wychodzimy- odpowiedziała rudowłosa- To dla mnie? Dzięki- odpowiedziała sama do siebie, po czym wzięła łyk piwa.
-Gotowe?- zapytała Aria, która nagle gdzieś zniknęła.
-Jeszcze Lili- oznajmiłam i wyłączyłam Telewizor, po czym weszłam na Instagrama i dodałam nową fotkę.
-Jak zawsze. Ostatnia- mruknęła brunetka i przewróciła oczami, a my zaśmiałyśmy się głośno.
-Gotowa!- krzyknęła nagle blondynka wychodząc z pomieszczenia obok. Zapięłam Tajdze smycz i wzięłam torebkę do ręki.
-Chodźmy, bo muszę wam coś powiedzieć- powiedziała Aria, a my wyszłyśmy i skierowałyśmy się w stronę najbliższej plaży. Było bardzo gorąco, więc liczba osób na plaży też na pewno się zwiększy.
-Ja też muszę wam coś powiedzieć- odpowiedziałam.
-I ja też- przytaknęła Juliet, jednak nie tak wesoło. Hm... Jestem ciekawa, co się stało. Jej ton głosu mówił, że to nie będzie dobra wiadomość.
-No jak wszystkie, to wszystkie- dodała Lili. Po kilku minutach rozmów oraz zabawnych komentarzy doszłyśmy. Ku mojemu zaskoczeniu nie było nikogo. Może to dlatego, że jet to plaża, na której nie ma dużej ilości osób? I nagle to sobie przypomniałam. Dzisiaj jest koncert wszystkich piosenkarzy oraz zespołów mieszkających w Los Angeles. W tym R5. I za darmo.
-Dzisiaj jest ten koncert, o którym każdy tak gadał!- krzyknęła Lili, a my przytaknęłyśmy. Usiadłyśmy blisko brzegu i wyjęłyśmy chipsy oraz inne słodkości. Oraz piwko. Ale z nas alkoholiczki, ale zimne piwko jest najlepsze na kaca!
-Ok, to mówimy o tych ważnych sprawach. Kto pierwszy?- zapytała Juliet.
-Ty, Sara. Opowiadaj- powiedziała Aria, a dwie inne dziewczyny zgodziły się.
-Ok, więc wczoraj na imprezie poznałam chłopaka. Alexa. Na chwilę obecną mieszka u Lynchów i dzięki temu... Dowiedziałam się co nieco na temat, który mnie męczy- zaczęłam opowiadać, a dziewczyny uważnie mnie słuchały- I... To tyle. Teraz tylko trzeba czekać do piątku.
-Wow.- skomentowała brunetka- Denerwujesz się?
-Szczerze? Nie, staram się o tym nie myśleć- odpowiedziałam- Ok, to... Pora na Juliet! Co cię tak trapi, co?
-Zauważyłaś?- zapytała retorycznie- Ok, zamierzałam wam powiedzieć wczoraj, ale nie było odpowiedniej okazji. Teraz się nadarzyła. Wczoraj rano zadzwonił do mnie lekarz mamy. Jej stan się bardzo pogorszył i muszę jechać do Francji. Na zawsze- ostatnie słowa podkreśliła, a my byłyśmy jak zamurowane.
-Co?- zapytałam jako pierwsza- Ale kiedy wyjeżdżasz?
-Miałam w sobotę rano, ale... Dzisiaj dostałam SMSa od lekarza mamy i muszę wyjechać jak najszybciej. Kupiłam bilet na jutro rano.
-Wyjeżdżasz?- zapytała retorycznie Lili, a w jej niebieskich jak morze oczach pojawiły się łzy.
-Wiesz... To było do przewidzenia. Wiedziałam, że będę musiała wrócić. Nie wiedziałam jednak, że nastąpi to tak szybko- odpowiedziała ruda, a my przytuliłyśmy się- Skoro ja muszę was opuścić... Przekazuję Sarze moje zlecenie do dekorowania!- krzyknęła , a ja zaśmiałam się przez łzy- Ok, zmieńmy temat. Aria, co to za wiadomość?
-Jutro się wprowadzamy!- krzyknęła Aria- Ale...
-Co?- zapytała zdziwiona Lili.
-Skoro Juliet musi  wyjechać i nas opuścić, to nie będzie z nami mieszkała. Skoro nie będzie z nami mieszkała, to jeden pokój będzie wolny. Skoro jeden pokój będzie wolny, to...- spojrzała na mnie znacząco, a ja prawie niezauważalnie kiwnęłam głową-... Sara mieszka z nami! I wprowadzamy się jutro, więc czeka nas ciężka robota!
-Jej!- pisnęła blondynka i klasnęła w dłonie.
-Lili, a ty co? Twoja wiadomość?- zapytała ruda zaciekawiona.
-Aaa... No tak! Tylko moja historia też jest taka trochę długa- zachichotała. Co za wariatka-  No to tak... Pod koniec wczorajszej, a raczej dzisiejszej imprezy podszedł do mnie pewien brunet razem z nieźle nachlaną Sarą. No i we trójkę poszliśmy do hotelu i odstawiłam Sarę, która zaraz walnęła na łóżko i usnęła. Zeszłam jeszcze na chwilę, ponieważ Alex na mnie czekał. Usiedliśmy obok recepcji i gadaliśmy do 3.30. Dałam mu mój numer telefonu i w ogóle. Strasznie mi się spodobał. Potem zaszłam do barku i wzięłam wódkę. Wypiłam ją do połowy razem z colą na podłodze, a potem usłyszałam wrzaski Sary...- powiedziała, a my zaniemówiłyśmy.
-Serio?!- zapytałam, a ona przytaknęła- W takim razie... Co z Garrettem?
-Hm...- jej dobry humor i uśmiech na twarzy momentalnie wyparował- Muszę z nim zerwać. Czekajcie, napiszę do niego SMSa teraz i pozbędę się problemu.
-Czekaj, czekaj...- powiedziała Aria- Ale tak przez SMSa? Przecież ty nienawidzisz tego.
-No, ale jak?- zapytała i wyciągnęła telefon- Nie mam innego wyboru. Dzieli nas tysiące kilometrów, więc od ponad dwóch miesięcy kontaktujemy się tylko w taki sposób- dodała, a my przytaknęłyśmy. W ciszy patrzyłyśmy na blondynkę, która pisała wiadomość. Po chwili skończyła i schowała telefon do mojej torebki.
-Może pójdziemy pograć w siatkówkę wodną?- zaproponowałam i wyjęłam nową Mikasę.
-Ale zimna!- krzyknęła Liliana wskakując do wody.  Wybuchnęłyśmy śmiechem i poszłyśmy w jej ślady. Tajga chyba nawet nie poczuła tego chłodu, tylko napiła się wody, jednak po chwili ją wypluła. Chyba była troszkę za słona.
-Ja i Sara, kontra Juliet i Arię- krzyknęła Lili i po chwili wkroczyłyśmy do gry.
Po około godzinie gra nam się znudziła, więc w tych samych grupach, rozpoczęłyśmy bitwę na wodę.
-Juliet?- zapytałam podpływając do niej.
-No?
-Skoro ty mi dałaś zlecenia, ja też muszę ci coś dać w zamian- powiedziałam, a ona spojrzała na mnie zdziwiona- Oddaję ci Tajgę. Wytresujesz ją na mądrego psa i ona też będzie pomagała twojej mamie. Ja jej nie potrzebuję. Wiem, że to prezent od Rikera, ale to ty potrzebujesz przyjaciółki, która zawsze będzie przy tobie i nigdy cię nie opuści. A Tajga to cała nasz trójka w jednym. Ma zmienne humorki i jest szalona jak Lili, jest jednocześnie bardzo mądra i dużo rozumie jak Aria oraz zawsze cię wysłucha i ci pomoże jak ja- dokończyłam, po czym przytuliłyśmy się. Po chwili dołączyły do nas Aria i Lili.
-Wszystko słyszałyśmy- szepnęła Aria, a my zaśmiałyśmy się cicho.
-Dziękuję- powiedziała rudowłosa dziewczyna.
Po trzech godzinach spędzonych na plaży postanowiłyśmy iść na pizzę. Potem jeszcze Juliet musiała się  spakować, więc nasz budżet czasowy był ograniczony.


                                               ********Wieczór********
Nim się zorientowałam leżałam na rozkładanym fotelu i powoli usypiałam. Dziewczyny też już położyły się spać. Jest 11.00, a ja jestem strasznie zmęczona. W ciągu tego weekendu tak wiele się wydarzyło! Będę mieszkać z dziewczynami, Juliet wyjeżdża, oddaję Tajgę, mam zlecenie, nie mam chłopaka (jak na razie). Zanim przyjechałam do Ameryki wiodłam spokojne, ciche życie. Ten wyjazd wywrócił mój spokój do Góry nogami. Codziennie coś się dzieje! Tyle dobrego mnie spotkało, ale jednocześnie złego. Jutro znowu muszę iść do lekarza na tą rehabilitację. Mój lekarz ma jakąś nową wiadomość, która może mi pomóc. Już chcę wiedzieć coś na ten temat. Z tego co mówił ogarnęłam, że jest nowa opcja usunięcie choroby!! Jeszcze jutro wstajemy o 5.00, ponieważ  o 6.00 Juliet ma samolot. Na szczęście może wejść z psem. Chcę żeby jutrzejszy dzień minął, ponieważ będzie on ciężki i zakręcony.
Pogrążona w myślach i marzeniach usnęłam...




Kolejny dzień, kolejny rozdział! A co mi tam! W moich wakacyjnych zadaniach jest takie jedno zadanie:
Napisać bloga do 100. rozdziału. Nie wiem jak to zrobię, ale trudno. Do końca wakacji muszę dać radę!!!! Rozdział pisany z powodu brzydkiej pogody ;) A tak na serio to od rana myślałam co by tu dać i uznałam, że muszę usunąć jedną przyjaciółkę. Im mniej ty lepiej, ponieważ nie będziecie się tak mylić i w ogóle. A reszta przyjaciółek zostaje. W najbliższych rozdziałach nie będzie Lynchów, tylko Alex <5 I niedługo zaktualizuję bohaterów ;)
BESOS :****
~~Zmierzchu <5 :*

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 50




                                           *********Perspektywa Sary********

-Długo jeszcze?- jęknęłam po raz kolejny. Siedziałam w łazience, a Lili mnie malowała, ponieważ, jak ona uznała: muszę wyglądać perfekcyjnie!. Maskara! Siedzę tu od godziny, a ona nakłada puder, podkład, tusz, eyeliner... To na pewno nie jest mój codzienny makijaż. I nawet nie mogłam otworzyć oczu! Byłam strasznie zirytowana, ale dziewczyna robiła to w słusznej sprawie. Muszę wyglądać świetnie, żeby Riker nie myślał, że jestem załamana. Byłam. Przez pół dnia płakałam, ale się w porę ogarnęłam. Jeszcze o nim myślę, jednak dziewczyny odwodzą mnie od niego. Dzisiaj byłyśmy na mega zakupach! Juliet wybrała dla mnie różową sukienkę bez ramiączek, Aria czarne wysokie szpilki z kokardkami (kiedyś Rocky zepsuł mi podobne), a Lili dodatki i oczywiście bieliznę, bo: może spotkasz się z Rikerem sam na sam, a nikt nie ma czerwonego pojęcia jak to się skończy. Ona jest tak irytującym osobnikiem, ale kocham ją jak własną siostrę.
-Kiedy macie zamiar przeprowadzić się do tego nowego mieszkania?- zapytałam.
-Jeszcze nie wiemy- odpowiedziała Aria, która czesała włosy.
-Najpierw musimy podpisać umowę, a gościu wyjechał z kraju z rodziną. Na wakacje- dodała Juliet. Ona natomiast była już gotowa. Sprytna jest. Pierwsza zajęła łazienkę, a makijaż zrobiła w pokoju. Ja tak nie mogła, ponieważ dziewczyny mnie starannie przygotowywały i nie mógł zaistnieć żaden błąd. Perfekcjonistki.
-A kiedy wraca?- zapytałam ponownie i kichnęłam. Za dużo makijażu nie służy mi.
-Na zdrowie. Podobno za tydzień, ale wcześniej mówił, że tydzień temu. Te wakacje ciągle sobie przedłuża- odpowiedziała Lili i nagle zadzwonił jej telefon.
-Aria zajmiesz się fryzurą Sary? To pilne- odpowiedziała i przyłożyła telefon do ucha. Brunetka natomiast przyszła do mnie i lekko czesała moje włosy.
-Będziesz wyglądała jak księżniczka z XXI wieku- szepnęła mi na ucho, żeby nie przeszkadzać przyjaciółce.
-To dobrze czy źle?- zapytałam chichocząc.
-Nie wiem. Tak stwierdziła Juliet- odpowiedziała dziewczyna i wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Sara! Nie!- krzyknęła nagle Lili- Nie możesz się śmiać! Twój perfekcyjny makijaż musi przyzwyczaić się do twojej twarzy!
-Ok, ok. Lili luz- odpowiedziałam.
-A tak w ogóle to nie wiecie kto dzwonił!- krzyknęła, a jej ton głosu momentalnie się zmienił. Szalona wariatka. Mimowolnie przewróciłam oczami.
-Twój chłopak?
-Nie!
-Producent muzyczny?
-Nie!
-Twój psychiatra? Zabiorą cię do psychiatryka?- zapytałam, a wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Nie! Mam zlecenie!- krzyknęła i klasnęła w dłonie blondynka.
-Super! Teraz została tylko Sara- odpowiedziała Aria- Fryzura gotowa.
-Wow- powiedziała zszokowana Juliet- Ty to masz talent.
-Ok, możesz otworzyć oczy. I Juliet ma rację- przyznała Lili, a ja zgodnie z jej zaleceniem otworzyłam oczy. Popatrzyłam w lusterko i nie uwierzyłam. To byłam ja?! Wyglądałam prześlicznie! Miałam makijaż, ale ni był on mocny, jak wcześniej się spodziewałam. To znaczy był bardzo mocny, ale nie miałam ton kosmetyków na twarzy. Włosy związane miałam w kłosa przechodzącego przez całą część Głowy, a kilka kosmyków oplatało moją twarz. W moich blond włosach, Aria dodała jeszcze czarną kokardkę. W uszach miałam duże czarne kolczyki w kształcie serca, które trzymały się na łańcuszku.
-Wow- wykrztusiłam tylko- Dziewczyny jesteście niezwykłe!- krzyknęłam i przytuliłam je.
-Uwaga na makijaż!- krzyknęła Lili, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Czyli co?! Idziemy na melanż?!- krzyknęła Juliet.
-Idziemy!- krzyknęłyśmy chórkiem i w szampańskich nastrojach szłyśmy w domu Lynchów. Obstawiam, że te "bezalkoholowe drinki" miały w sobie dużo alkoholu. Ale trudno. To nieważne. Ważne, że mi pomogły. Nim się obejrzałyśmy byłyśmy przed ich domem. Przed Jego domem.
-Masz- szepnęła Aria i podała mi jej ulubioną piersiówkę. Wypiłam łyk. Spory łyk. Momentalnie się rozluźniłam, jak za pomocą magicznej różdżki. A raczej napoju.
-Dzięki- odpowiedziałam i weszłyśmy. Impreza trwała w najlepsze. Ups... Spóźniłyśmy się pół godziny. Nie widziałam Rikera, ale nie przeszkadzał mi ten fakt. Od razu zaczęłyśmy tańczyć i śmiać się. Wódka lekko namieszała mi w Głowie, ale zauważyłam, że nie tylko mi. Lili już mówiła niezrozumiale. Albo tylko ja odnosiłam takie wrażenie.
-Widziałaś Rikera?- krzyknęła mi do ucha Lili, żeby przekrzyczeć muzykę.
-Nie!- odpowiedziałam równie głośno.
-To go szukaj!- powiedziała i popchnęła mnie. Wpadłam na jakiegoś bruneta.
-Przepraszam- powiedziałam.
-Spoko. Zatańczymy?- zapytał nieznajomy, a ja się zgodziłam.  Tańczyliśmy w rytm muzyki. Ruchliwej muzyki. Kątem oka zauważyłam, że Ryland jest DJem. No tak. Chłopak jest w swoim żywiole. Ciekawe gdzie  reszta Lynchów?
-Jak masz na imię?- zapytał poznany mi kilkanaście minut temu chłopak.
-Sara, a ty?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Alex- odpowiedział.
-Jesteś stąd? Nigdy cię tutaj nie widziałam- zadałam kolejne pytanie.
-Nie, jestem z Nowego Yorku. Zatrzymałem się u Lynchów na kilka dni. Przyjechałem dzisiaj, specjalnie na imprezę Rikera- powiedział Alex- A ty? Skądś się tu wzięłaś?
-Jestem dziewczyną albo byłą dziewczyną Rikera - powiedziałam, a on spojrzał na mnie wielkimi oczami.
-Sara?! To ty?! Blondasek dzisiaj o tobie gadał przez dobre 3 godziny. Nawet nie byłem w stanie go słuchać- jęknął przypominając sobie tamtą chwilę, a ja zaśmiałam się.
-Idę się czegoś napić- powiedziałam i poszłam na baru. Barman nalał mi mojego ulubionego, mega mocnego drinka. Jak szaleć to na całego.
-Zdrowie. Obyście wrócili do siebie- powiedział Alex, który pojawił się ni stąd, ni zowąd.
-Zdrowie- przytaknęłam podnosząc kieliszek i wypiłam całą jego zawartość duszkiem.  Potem wypiliśmy jeszcze dwa takie drinki i wróciliśmy na parkiet. Akurat leciała wolna piosenka, więc brunet oplótł swoje dłonie na moich biodrach, a ja moje na jego szyi.
-Riker bardzo cierpi- zaczął nagle.
-Ja też cierpiałam. Ale uświadomiłam sobie, że to nie ma sensu- odpowiedziałam. Kątem oka dostrzegłam blondyna, który w dłoni trzymał kieliszek i obserwował mnie. To znaczy nas. Wiedziałam, że mu się to nie spodobało, jednak nie miałam innego wyboru. Wcześniej słuchałam się rozsądku, to teraz pora na serce. Poza tym, po alkoholu zdrowy rozsądek umiera bądź zapada w głęboki sen. A potem przychodzi i nazywa się kac.
-Wróć do niego- namawiał mnie.
-Chcę, ale nie mogę- powiedziałam- A co jeśli on mnie zdradził?! Nie wybaczam zdrad. Może ty coś wiesz? Powiesz mi?
-Wiem, że tamta dziewczyna jest w ciąży. Riker natomiast nie jest pewny czy z nią spał czy nie. Możliwe, że wydarzyło to się pod koniec trasy koncertowej, w Portugalii. Upił się z Rockym, a potem obudził się w motelu. Ale... Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Jestem pewien, że Riker choćby sobie przypomniał- opowiedział, a mi prawie wyleciały gałki oczne z orbit.
-Nie wierzę- powiedziałam zszokowana.
-Ja też nie, ale na mój gust tamta szmata kłamie. Znam wiele sposobów na przypomnienie sobie co się kiedyś stało, kiedy było się pijanym i pomagałem Rikerowi. Rzeczywiście, chłopak przypomniał sobie parę szczegółów, ale żadne wspomnienie nie było związane z tą Mag, czy jakoś tam- odpowiedział. Nie wiem czy to dobrze, czy to źle. Ale... Chyba dobrze. Mam nadzieję, że mój sexi blondyn nie spał z nią, bo... To może zniszczyć nasz związek, który na chwilę obecną jest na krawędzi. Nad przepaścią. Po kilku przegadanych i przetańczonych piosenkach, ja i Alex znowu zawitaliśmy miejsce przy barze i piliśmy. Kątem oka zauważyłam Lili, która kogoś wyrwała. Nie spodoba to się Garrettowi. Aria siedziała na kanapie i piła razem z Juliet. One też nie były trzeźwe, chociaż może... Obstawiam, że Aria nie piła dużo. Jeszcze. Niespodziewanie nasze spojrzenia się skrzyżowały i ona wiedziała wszystko. Kiwnęła prawie niezauważalnie głową, a ja wysłałam jej wdzięczne spojrzenie. Na tej imprezce to Aria będzie tą trzeźwą, która będzie musiała zbierać nas z podłogi. Rozejrzałam si dalej i zobaczyłam Rydellinton tańczących i całujących się. Ellington Lee Ratliff wkładał blondynce rękę pod bluzkę. Będę musiała z nimi porozmawiać. A tak w ogóle to...  Yh... Niech pójdą zrobić to, gdzieś indziej. Przynajmniej ja nie chcę na to patrzeć. I nagle... Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Moje i Jego. Stał z boku i rozmawiał z Rockym. Jego czekoladowe oczy były przepełnione żalem i rozpaczą. Chyba nawet wiem co spowodowało te emocje. A raczej kto, bo wydaje mi się, że to ja. Jego usta powiedziały bezgłośne:Wybacz mi, a ja odpowiedziałam coś innego i znacznie dłuższego. Kocham Cię, ale nie mogę. Przez chwilę bałam się, że chłopak tego nie rozszyfruje, ale udało mu się.
-Idziemy tańczyć?- zapytał Alex budząc mnie z transu. Popatrzył w obiekt, w który ja patrzyłam. Westchnął- Ja wiem, że go kochasz i nie jesteś w Stanie bez niego żyć, ale przeżyj tydzień- dodał po chwili.
-A co jest za tydzień?- zapytałam, a raczej wybełkotałam zdziwiona i zmarszczyłam czoło.
-Riker odbiera wyniki na ojcostwo- odpowiedział.
-To... Można to zrobić tak wcześnie?- zapytałam. Ta wiadomość wytrzeźwiła trochę mój mózg.
-Tak, Riker wczoraj załatwił wszystko. Bardzo się stara, żeby do ciebie wrócić- powiedział i uśmiechnął się smutno chłopak.
-Ta... Wiem. Ale najważniejsze okaże się za tydzień- odpowiedziałam i wypiłam kolejnego drinka- Aaa... Mag cos wie?- w moim mózgu było coraz więcej alkoholu i wiedziałam, że dłużej tak ni pociągnę.
-Nie. Riker uznał, że tak lepiej. Jeszcze by podrobiła wyniki czy coś- powiedział Alex i wypił drinka. Chłopak był już nieźle wstawiony. Tak jak ja z resztą.
-No to.... W jaki sposób to się odbędzie?- zapytałam i wypiłam dwa drinki na jednym tchem.
-Ona idzie do ginekola, a tam zrobi jej doktorek badania. Ona nawet się nie kapnie, kiedy wsystko wyjdzie na jaw- wybełkotał.
-No to świtnie!- uśmiechnęłam się- A teraz... Chodźmy się bawić!- krzyknęłam i razem poszliśmy na parkiet, by szaleć.
-Masz racja- przyznał.

To były ostatnie słowa, jakie zapamiętałam na tamtej imprezie. Zbyt dużo alkoholu wlało mi się do głowy...



Dzisiaj też!! Heuheuheuheu! AR JU HEPPY?! BIKOS AJ EM!! Imprezka!! Melanżyk. Ja tam byłam! W postaci Lili. Stworzyłam ją odwzorowując siebie! Szalona, zawsze wesoła. Normalnie ja!
~~Zmierzchu :* <5